od Luny: Dzień jak co dzień
Jak zawsze wyszłam rano ze swojej jaskini dzień po tym jak dołączyła do nas Miyagi.Przyznaję otwarcie że zaspałam bo zwykle wstaję wcześniej.Rozejrzałam się.Po chwili zauważyłam Ingine była wyraźnie zirytowana.Wzruszyłam ramionami poszłam nad jezioro.Róża uważa że powinnam się angażować,ale ja z doświadczenia wiem że jak ktoś ma stresa a ty nie jesteś mu specjalnie bliską osobą to lepiej się nie wtrącaj.
Mrużąc oczy patrzyłam w wodę.Co jakiś czas widziałam przepływającą pod nią rybę,ale oprócz tego nie zauważyłam niczego co przykułoby moja uwagę.Zdziwiło mnie to bo Ingine przyszła najwyraźniej znad jeziora.Wstałam i poszłam z powrotem do jaskini.Wszyscy już byli na łapach.Przywitałam się z nimi i zagoniłam siostrę do polowania.Poszli z nią jeszcze Rubin i Varden.Gdy wrócili zjedliśmy wszyscy.Do puki było nas tylko siedmioro nie trzeba było zbyt, że tak powiem,, intensywnie''polować.Potem poszłam się zdrzemnąć.Jednak odchodząc coś zauważyłam.Wcześniej umknęło to mojej uwadze.Ingine nie było.,,Pewnie znów gdzieś się szlaja''pomyślałam.Nie minęło wiele czasu więc nie było powodu by się o nią martwić.
-Luna!
-Cooo...?-mruknęłam otwierając oczy.
Pod gałęzią na której spałam stał Zek.
-Miyagi zniknęła.
-Ech...zrozum wreszcie że nie do końca jest tu z własnej woli...A z resztą nie ma u nas zasady zabraniającej się szwendać.
-Ale...ale...
-Nic jej nie będzie...-uspokoiłam go nieco milszym tonem.
-No dobra....-mrukną i odszedł wyraźnie nie zadowolony.
Ułożyłam się ponownie i zasnęłam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz