Jestem w watasze od niedawna i...podoba mi się tu! Poznałam już calusieńkie tereny watahy i wszystkich członków. Na razie najbardziej zaprzyjażniłam się z Niką ale kto wie? Może to grono się powiększy. Dziś rano obudziłam się w swojej jaskini i poczułam, że muszę się przejść.
Przeszłam koło jaskiń innych wilków i spostrzegłam, że wszyscy jeszcze śpią. Nie dziwiło mnie to. Za parę chwil miał być wschód słońca. Postanowiłam popatrzeć na niego z nad jeziora. Na miejscu byłam jakieś 10 minut potem. Nie spieszyłam się, wiedziałam, że mam jeszcze czas. Usiadłam na trawie koło brzegu i wdychałam ożeżwiające powietrze nadciągające z nad wody. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie jak to miło by było teraz popływać ale...Otworzyłam oczy i zderzyłam się z rzeczywistością. Przecież ja nie umiem pływać. Nigdy się do tego nie przyznaję ale naprawdę boję się wody. Lubię w niej stanąć do połowy łapy ale nie dalej. Nie umiem pływać i boję się wody. Trudno, taka jestem. Z tymi rozmyśleniami złapał mnie wschód. Był niesamowity. http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/106814_zachod_slonca_morze.jpg Wzięłam głęboki oddech i patrzyłam urzeczona widokiem. Nie usłyszałam przez to jak zaszeleściły trawy za mną i zza nich wyszedł cień. Nie widziałam kto to bo stał w cieniu drzewa. Momentalnie wstałam i przybliżyłam się do cienia. Usłyszałam podniesienie łapy i cień wyszedł z kryjówki. Stałam jak wryta i patrzyłam jak zielone oczy wpatrują się we mnie z figlarnym uśmiechem na pysku. W końcu wilk wyszedł z cienia cały. Była w takich kolorach jak...ja! Czułam przy nim takie...taką...więź! Dziwną, nie zidentyfikowaną więź. -Witaj śliczna! Co się sprowadza do mojego królestwa?- zapytał i poszedł przed siebie czyli za mnie. -Cóż, jestem na terenach swojej watahy więc to raczej ja powinnam cię o to spytać.- odpowiedziałam obracając się pyskiem do niego. Usiadł i patrzył na mnie z przekrzywioną głową. -Hm, w takim razie przepraszam. Nie wiedziałem, że to czyjeś tereny. Ale nie widziałem cię tu wcześniej. Zdradzisz mi swoje imię?- zapytał -Jestem...Jade (Dżejd).- skłamałam ale nie byłam co do niego przekonana. -Hmhmhmhmhmhmhmh- zaśmiał się mrucząc- Uwielbiam kiedy kłamiesz.- odpowiedział rozbawiony tylko... skąd wiedział że kłamię i dlaczego powiedział to tak, jakbyśmy się znali. -Dlaczego tak uważasz?- zapytałam podnosząc brew -Och, no błagam. Dlaczego? Dlatego, że wiem i tyle. Masz na imię Ingine a nie Jade. Wiem o tobie wszystko kochana.- powiedział zalotnie -Nie podoba mi się to.- odsunęłam się od niego. Nie podobał mi się jego ton a tym bardziej to, że przysunął się do mnie tak, że nasze pyszczki dzieliły tylko małe centymetry. -Naprawdę? A mi tak. -Wystarczy. Idę i nie próbuj iść za mną. Jeżeli to zrobisz moja wataha...- zaczęłam mu grozić -Hahahahahahahahaha- wybuchnął śmiechem- Twoja wataha nic nie zrobi. Wiesz czemu? Bo tylko ty mnie widzisz.- powiedział z uśmiechem. Jak to tylko ja? Przecież...Zaraz, może ja dalej śnię? Obudzę się i go nie będzie.
-Nie to nie sen. Choć pewnie większości wader takie rzeczy śnią się co noc.- popatrzył na siebie z góry i błysnął uśmiechem.
-O matko. Ale dupek z ciebie.- orzekłam i ruszyła w swoją stronę.-Heeeeeeej, zostawiasz mnie?- wrzasnął za mną i zagrodził mi drogę, nawet nie wiedziałam kiedy. -Tak, nic tu po mnie. Nie zadaję się z takimi jak ty.- powiedziałam lekko zdenerwowana jego natarczywością. -Nie chcesz poznać mojego imienia?- zapytał ze wzrokiem wbitym we mnie. Nagle oprzytomniałam. Faktycznie. Nawet nie wiem jak ma na imię. Wywróciłam oczami i przysiadłam, czekając na odpowiedz. -Zgaduj. Na pewno wiesz. - powiedział wracając do formy "cwaniaczka".
-Nie, nie wiem. Mów, albo idę i nie wrócę.-powiedziałam stanowczo.
-Och, jak ja lubię jak się denerwujesz!- powiedział podekscytowany.-Ohhhhhhhhhhhhhhhhh! Przestań wreszcie i gadaj!- wrzasnęłam. Miałam dość całego tego cyrku. -No dobrze, już mówię. Nie zniosę tego, jeśli mnie zostawisz. Moje imię brzmi...Kivuli.- powiedział z wyższością. -Łał, świetnie. Mogę iść?-zapytałam markotnym tonem i przewróciłam oczami. -Jak to, nie chcesz mnie poznać, dowiedzieć się dlaczego się tak nazywam?- pytał zdenerwowany. -Jak widać, nie jestem jedną z tych wader które mdleją na twój widok. Bardzo mi przykro. Żegnaj.- powiedziała i ruszyłam dalej. Słyszałam jak idzie za mną przez całą drogę do watahy. Wiedziałam, że nikt go nie widzi bo jak zapytałam Niki czy ktoś za mną idzie odpowiedziała, że nie i spytała czy ktoś mnie śledził, że się tak boję. Zaprzeczyłam i ruszyłam w stronę swojej jaskini. Chciałam się zdrzemnąć bo byłam dziwnie senna. Weszłam do jaskini ale on dalej tu był. -O ranyyyyyyy! Możesz sobie pójść?! -zapytałam zła. To nie było przyjemne wiedzieć, ze ktoś za tobą idzie, nie możesz go przegonić i w dodatku nikt go nie widzi tylko ty. -Oczywiście, że nie!- powiedział spokojnie -A to niby czemu?! -Bo jestem twoim aniołem stróżem.- powiedział beznamiętnie i przysunął się do mnie. CDN... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz